
Pióro Majkela
Carpe diem but memento mori…
Z pamiętnika lirycznych wyznań Pogodnego Pesymisty - Michała Pióro Dzielę się poprzez tego bloga z moim raczej mrocznym światem, uwikłanym ściganiem tego co nie istnieje oraz moimi rozterkami odnośnie wielu aspektów życia. Są tu również chwilowe uniesienia, choć nie jest ich aż tak dużo w porównaniu do całości…. Ale cóż taka ma natura - „Buntownika z Wyboru”, który „buszuje w zbożu” pośród ballad Phila Collinsa i innych wyciskających łzy kawałków zaprzeczających kompletnie mojej powierzchowności. Dedykuje Karolinie, która starała się pokolorować mój świat na różowo i niebiesko jednak mój świat musi być szary by czuć się bezpiecznie w niespełnionych marzeniach oraz świętej pamięci Koli oraz Bulemu. ❤️🖤🖤 Specjalne podziękowania dla Ojców tego bloga: Ryszarda Machmudowa oraz Damiana Zieglera
Zasiadłem dziś u boku Babci swej zamyślony… Wtapiając się w przeszłość jej rzeźbioną zmarszczką, Szukałem inspiracji dla resztek swej wątpliwej młodości. Jej znikające z dnia na dzień światło tchnienia, Budzi łzy i paradoksalny pęd do jeszcze jednej, choćby ostatniej. Chwil zdobionej, beztroską moich młodszych przyjaciół. Siedzę więc tak, przy odchodzącej miłości w duchu płacząc, A egoizm
Mój świat dziś, bezsennościà naznaczony. Daje poczuć tchnienie każdego ruchu powiek, W zachwycie jego powtarzalności od tylu lat. Każde mrugnięcie kadrem celuidu mej wędròwki, Odtwarza w mili sekundzie momenty wznoszáce. I choć teraz sam, pośród chłodu nocy tego lata, Plàdruje swym żarem skàpość ciepła codzienności. Òw ten żar, to zachłanność na Carpe diem. Który jest
Refleksje ze sklepu całodobowego Pracujàc tu 3 sezon spotykam po pòłnocy ludzi, którzy jakby to ujàć eufemistycznie lubià więcej wypić niż potencjalny Kowalski. Zazwyczaj wzbudzaja śmiech, oburzenie, obrzydzenie. Czasami jednak zastanawiam się jaka autodestrukcja musi w nich tkwić skoro częstokroć na własne życzenie sięgajà dna i majà przy tym wszystkim wolę trwania. Paradoksalnie sà dla mnie męczennikami
Mój dzisiejszy wiersz jest nieco druzgocący, jednak prosze nie zrozumieć go opacznie. Nie zamierzam popełniać samobójstwa. Jest to jedynie refleksja nad przemijaniem, urologicznymi problemami starszych panów, o płonnych nadziejach z grupy : forever young i rozczarowaniu. PRZEMINIE Z PROSTATĄ Tak się dziś ułożyłem na kanapie swojej, zapatrzony w zaprzyjaźnionego fikusa kwitnącego. Złożyłem swoje ręce układając
Dziś, zmniejszmy się by w szklance z lodem nas zmieścić. Zasiądźmy na majestatycznym sześcianie lodu by rozpływał się pod naszą iskrzącą nagością… Weźmy na ten czas skrawki scenerii ostatniej sceny naszego aktu. Przenieśmy choćby dywan zawstydzony i dźwięki kolumn wynoszących nas ponad dach zaspanego bloku…. Teraz ,gdy świat nasz stłoczony w cylindrycznej komnacie ,czekajmy na
Mleczna para uwikłana w daleki horyzont, Przedziera się w skrzàce promienie pomarańczowej czerwieni… Płascz wody jakoś nie specjalnie wzruszony westchnieniami tego aktu… Trwa w swym bezmiarze ze staruszka spokojem, wtopionego w bujany fotel jego… Ja zaś stoję na przeciw tej sceny i łagodzę swoje zmysły, Jest mi dobrze, choć to niedziela… Zabieram ten obraz, gdy
W noc kolejanà, lipcem przyodzianà w swym kròlestwie, Zasiadam z narzędziem swego wyrażania by pisać…. Dziś zaszłyście do mnie Trzy, jakże ròżne choć wesołe By zdobyć bursztynowe szklane czary sielskiego odetchnienia. Tej jednej nawet ja pierwszy uchyliłem światła, Byście mogły nad brzegiem radości swe rozproszyć. I choć jutrzejsze rano prozà Was obudzi, Tańczcie nad tà
Zatrwożony niemożnością korzystania z proszkowej świerzości… Przeżywam żałośnie rzeczywistość zażenowaną rażącą przyziemnością… Zarażać staram się na nowo, przyrzeczoną mi przyszłością przez mężow strzeżących trzeźwości. Przechodzę sobie zatem pośród przechodniòw, przez różne ulice, Przyglądając się rzetelnie im przeżyciom w ograniczonym zachwycie. Nie wiem , czy to stanie sie zażewiem do przecudnych przebłysków mych życzeń, Ale przystanę,
Gniewem wiedziony po asfalcie styranym,Tłukę kilometry by zawisnąć na bezczuciu…Jeszcze kilka wiosek naznaczę zmęczoną oponąprzy kojącej nucie płynącej wewnątrz.I rozłożę swój umysł na utęsknionej kozetce.By poczuć na nowo powiew wielości.Bez granic i oków nałogu jedności.To wielość bowiem wznosi i ciekawii obce są dramaty jedynej jedności,Sofoklesa mdłości…nuda w trwaniu czy strach bycia ową nudą…. Gdzieś z
Wiersz ten napisałem z myślà o tych którzy znacznie bardziej czujà siè w wymiarze marzeń i wyobrażeń o tym co by mogło być niż realizowaniem tego w tej rzeczywistości. Nie z powodu braku wiary, lecz zbyt rozmarzonego – ego który ma sie nijak do tego ziemskiego padołu. Jakby tak móc miesiàce reality zamienić na minuty