Mleczna para uwikłana w daleki horyzont,
Przedziera się w skrzàce promienie pomarańczowej czerwieni…
Płascz wody jakoś nie specjalnie wzruszony westchnieniami tego aktu…
Trwa w swym bezmiarze ze staruszka spokojem,
wtopionego w bujany fotel jego…
Ja zaś stoję na przeciw tej sceny i łagodzę swoje zmysły,
Jest mi dobrze, choć to niedziela…
Zabieram ten obraz, gdy szarość znowu się zakradnie….
Wtedy postrasze jà tym blaskiem i już smutek o mnie zapomni…
14.07.2013
