Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…


Refleksje ze sklepu całodobowego

Pracujàc tu 3 sezon spotykam po pòłnocy  ludzi, którzy jakby to ujàć eufemistycznie lubià więcej wypić niż  potencjalny Kowalski. Zazwyczaj wzbudzaja śmiech, oburzenie, obrzydzenie. Czasami jednak zastanawiam się jaka autodestrukcja musi w nich tkwić skoro częstokroć na własne życzenie sięgajà dna i majà przy tym wszystkim wolę trwania. Paradoksalnie sà dla mnie męczennikami i swojego rodzaju bohaterami tragicznymi. Dedykuje ten wiersz Krzysztofowi(poznałem Go pod sklepem), który jest zwany przez społeczeństwo – menelem i wszystkim którzy dzielà jego los. Tym samym, życzę im siły by potrafili wyrwać się z tego błędnego koła.

Oto i On! Sam Krzysztof – Menel przybywa…

Po wielkiej, codziennej krucjacie chwiejnym krokiem,

W majestacie własnego odoru, dzierży brzęczàcego grala.

Rozsypuje go z tłumionà dumà przed aniołkami za kasà,

By przrmieniły je w eliksir fatamorgany spragnionego na pustyni. 

Zanim usta jego spierzchnięte dotknà tegoż cudu,

Drżeniem swego ciała wygrywa bolesnà tyrradę o marzeniach.

Ale już kończy tà smutnà nutę wnet z radościà,

Gdy świeżości dźwięk, puszkowej zawleczki rozbrzmiewa chwalebnie.

Teraz, jego ciało nasácza się kwitnàco i kiełkuje,

Ale woń nieprzyjemna i zeszmacone szaty rosnà razem z nim.

I to zaklęcie niestety nie znika z kolejnym łykiem,

Nie dajàc Krzysiowi poczuć wolności od błędnego koła.

Dlatego jutro zacznie swà krucjatę na nowo…

12.08.2014


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *