Mój świat dziś, bezsennościà naznaczony.
Daje poczuć tchnienie każdego ruchu powiek,
W zachwycie jego powtarzalności od tylu lat.
Każde mrugnięcie kadrem celuidu mej wędròwki,
Odtwarza w mili sekundzie momenty wznoszáce.
I choć teraz sam, pośród chłodu nocy tego lata,
Plàdruje swym żarem skàpość ciepła codzienności.
Òw ten żar, to zachłanność na Carpe diem.
Który jest jak mantra naiwnego pielgrzyma…
Tegoż, co nie baczy na zdarte swoje buty.
Jedynie czerpie dume z każdego swego kroku.
A każdy odcisk i pot, to laur zwycięstwa nie mówiony…
I zapowiedź może nie rychłego lecz pewnego,
Ujrzenia:
Itaki,
Mekki,
Nieba
Lub po prostu – szęścia.
26.04.2014
