Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Prosto z drogi



Gniewem wiedziony po asfalcie styranym,
Tłukę kilometry by zawisnąć na bezczuciu…
Jeszcze kilka wiosek naznaczę zmęczoną oponą
przy kojącej nucie płynącej wewnątrz.
I rozłożę swój umysł na utęsknionej kozetce.
By poczuć na nowo powiew wielości.
Bez granic i oków nałogu jedności.
To wielość bowiem wznosi i ciekawi
i obce są dramaty jedynej jedności,
Sofoklesa mdłości…nuda w trwaniu czy strach bycia ową nudą….

Gdzieś z trasy : 13.04.2014


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *