Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Z pamiętnika lirycznych wyznań Pogodnego Pesymisty - Michała Pióro

Dzielę się poprzez tego bloga z moim raczej mrocznym światem, uwikłanym ściganiem tego co nie istnieje oraz moimi rozterkami odnośnie wielu aspektów życia. 
Są tu również chwilowe uniesienia, choć nie jest ich aż tak dużo w porównaniu do całości….

Ale cóż taka ma natura - „Buntownika z Wyboru”, który „buszuje w zbożu” pośród ballad Phila Collinsa 
i innych wyciskających łzy kawałków zaprzeczających kompletnie mojej powierzchowności.

Dedykuje  Karolinie, która starała się  pokolorować mój świat na różowo i niebiesko jednak mój świat musi być szary by czuć się bezpiecznie w niespełnionych marzeniach oraz świętej pamięci Koli oraz Bulemu. ❤️🖤🖤

Specjalne podziękowania dla Ojców tego bloga: 
Ryszarda Machmudowa oraz Damiana Zieglera
  
  • Impresje z „rz”i „sz”

    Przytulnie przenikam przez swoje przeszłe małe sczęścia, Jakbym przesiadywał już w przytułku czekając, na przyjście tej, co zawsze na końcu przyjdzie… Przewijam dawne przyrzeczenia swoje zmieszane z Tymi zasłyszanymi… I tworze sobie, tu w tym szałasie ceglanym, Zaszłości obrazy przesiąknięte szczę, ściem jakże przekrojonym i zatrwożonym. By przynajmniej przec chwile przeżyć coś, Co przyniesie przedsmak

    czytaj dalej…


  • Nie do końca chcenie…

    Choć nie trzymam ciebie palców swych chceniem, To w śnie, choćby w dzisiejszym,plądrujemy najskrytsze ciche pragnienia… Najgorsze kiedy budzę się, a wtedy jedynie zamazany obraz ociekający słoną farbą z trzepoczących kurtyn. Choć nie kosztuje aksamitu wypiętrzonego na Twych ustach w czerwieni stopionego, To zamieniam to sensoryczne uzależnienie, Na dźwięki , które wznoszą gdy tęsknota siłą

    czytaj dalej…


  • Przed siebie…

    Chyba już czas wyruszyć w podróż tą moją wyczekaną… Gdzie posypią do woli szczęscie to moje ulubione, I obawy nie bedzie bo już bedzie po tym czym straszą rozważni pośród mnie… Rozpędzony swoją karocą ,nie bacząc na boki, Rozpędzę się by rozmyć się na jakiejś twardości romantycznej … Tak ,by zostały jedynie wiersze i trochę

    czytaj dalej…


  • Jeszcze chwila…

    Gdy już piasek moich trosk wymieszam z wodà namaszczonà cementem. Zatrwożę swoj byt niewzruszonym blokiem marności… Stanę wtenczas na nim, niczym na scenie z zachwytem, nigdy niezaznanym… I rozpocznę zamykanie oczu w błogim mruganiu, Jakbym machał do swych marzeń oddalonych w przeszłości… Zatańczę w lekkim odurzeniu snem uwielbionym i zawsze wiernym… W ktòrym zacznę rozpościerać

    czytaj dalej…


  • M1

    Misterna sztuka skomplikowanej kreacji,  Tłumaczona koniecznościà przetrwania w tym gàszczu łez zmieszanych ze śmiechem oraz  zwàtpień przeobrażonych czasem spełnieniem. Uzbrajani od szkraba postrzegania o swej wartości, Nawet jeśli wydrwieni przez naturę jej skàpstwem badź co gorsza jej premedytacjà… Dostępujàc idealnej miłości,  zrzucani szybko w otchłań wybaczania i kompromisów bez nawigacji. Potem zaś pakiety silnego ego z

    czytaj dalej…


  • Odsiadka

    Skazany na pierwszy dotyk i pocałunki, Odsiaduje wyrok samotności, śniąc o swej Dulcynei. Siedzę więc pokornie w tej celi przelotnych złudzeń, Karmiąc swoje ego motylami z brzucha ekscytującego. Naczelnik bowiem podsyła wiele ich z cynicznym: „może teraz” Lecz ja pukam do klawisza by skończyć czas widzenia. Ja bowiem rzeźbie w betonie jej obraz nie tknięty,

    czytaj dalej…


  • Z dedykacjà dla Robina Williamsa W zeszłym tygodniu Robin Williams zdecydował się opuścić ten ziemski padoł. I wszyscy tacy nagle zdziwieni: taki komik, luzak, doskonały aktor….. I jedna żałosna baba w wiadomościach: ” to znak tchòrzostwa”. Ja na to tak: trzeba mieć wielkie jaj żeby odeprzeć pierwotny instynkt przetrwania i skończyć ze soba. Poza tym

    czytaj dalej…


  • Stańczyk?

    Czasami pod maskà komedianta rozgrywajà sie sceny Dantejskie… (z drugiej strony ciekawsze jest życie gdy jest goràco- zimne) A z trzeciej i tak wszyscy kończymy tak samo.    Wiersz pod tytułem: -Zajebiśie wesoły poniedziałek-  ( tytuł z nutkà przekàsu) Jeśli już absurdu wyżyny poznałem dogłębnie…. Jeśli smak ich miłości czułem najmocniej….. Jeśli smutku przemierzyłem doliny

    czytaj dalej…


  • Na szafocie samotnosci

    Przytulony swym obłędem oddycham ciężko. Ramiona wątpliwości obejmują nie bacząc na zapał mego ego. Tkwimy ja i ten obłęd jak kochankowie,  Na plaży przed zachodem krwawego słońca.  Wpatrzeni w siebie, choć mocniej w horyzont… Umieram po raz kolejny dla swej samotności,  Dzierżąc dumę swą, niczym rewolucjonista na bastylii swej sztandar krwią zdobyty.  Lecz, jak to

    czytaj dalej…


  • Dla Babci

    Zasiadłem dziś u boku Babci swej zamyślony… Wtapiając się w przeszłość jej rzeźbioną zmarszczką, Szukałem inspiracji dla resztek swej wątpliwej młodości. Jej znikające z dnia na dzień światło tchnienia, Budzi łzy i paradoksalny pęd do jeszcze jednej, choćby ostatniej. Chwil zdobionej, beztroską moich młodszych przyjaciół. Siedzę więc tak, przy  odchodzącej miłości w duchu płacząc, A egoizm

    czytaj dalej…