Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Na szafocie samotnosci


Przytulony swym obłędem oddycham ciężko.

Ramiona wątpliwości obejmują nie bacząc na zapał mego ego.

Tkwimy ja i ten obłęd jak kochankowie, 

Na plaży przed zachodem krwawego słońca. 

Wpatrzeni w siebie, choć mocniej w horyzont…

Umieram po raz kolejny dla swej samotności, 

Dzierżąc dumę swą, niczym rewolucjonista na bastylii swej sztandar krwią zdobyty. 

Lecz, jak to ktoś kiedyś powiedzial:

„Rewolucja pożera własne dzieci”

Dlatego szyja, mojej radości solo, maluje projekcje na gilotynie zapłaty.

By nie zadrżała zaskoczeniem gdy stalowy pan życia i śmierci,

zagra , toczącą się moją głową,

Ku uciesze mas tych co sie poddali kwawym rządom….w imię Jakotakości do zarzygalności….

10.01.2024


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *