Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Jeszcze chwila…


Gdy już piasek moich trosk wymieszam z wodà namaszczonà cementem.

Zatrwożę swoj byt niewzruszonym blokiem marności…

Stanę wtenczas na nim, niczym na scenie z zachwytem, nigdy niezaznanym…

I rozpocznę zamykanie oczu w błogim mruganiu,

Jakbym machał do swych marzeń oddalonych w przeszłości…

Zatańczę w lekkim odurzeniu snem uwielbionym i zawsze wiernym…

W ktòrym zacznę rozpościerać to co umknèło rzeczywistości…

Na ten czas, pozostaje w tym  prostokàcie samotności,

Ogrzewany od czasu do czasu mruczeniem 

Mych małych wielkich miłości…

A łezka sobie płynie by by serce nie zaschło w bezduszności…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *