Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Nim się obudzisz…


A kiedy z samotnościa na kobiercu juz stałem,

Odziany szatami niespożytej wolności.

Prężyłem swojà pierś w dumie , że nie potrzebuje,

Czuć i być wiedziony biciem drugiego serca.

Już miałem wypowiadać TAK przed mistrzem iluzji,

Kiedy ktoś krzyknáł zza ołtarza czule:

Wierzè w ciebie i nie puszczę.

Dziś, kiedy jedno serce wtopione w drugie.

Spoglàdam na dawny spokòj bez nostalgii. 

Choć z wdziècznościà , bowiem to on

Wynosi jeszcze wyżej to ,dla czego go porzuciłem.

To coś , co nim pomyślisz już słowem siè wyłania.

To coś ,co muśniècie palcami wynosi wyżej,

Niż tysiáce dotykòw z nie tà osobà

To coś, co grzebie czéść nas samych

By zmartwychwstać w potrzebie czucia tegoż kogoś. 

Choć Ty teraz śpisz czekajàc,

Ja piszę o nas świadectwo,

Czujàc Ciebie między każdym pisanym słowem.

Zbliżajàc się do ostatnich wersów,

Zamykam na chwilę oczy bo i Twoje zamknięte.

Nie mówię nic ,bo nie trzeba…

A Ty zostajesz na mych powiekach

Dopóki nie spotkamy się nad ranem…

Kołobrzeg 5 grudnia 2023


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *