A kiedy z samotnościa na kobiercu juz stałem,
Odziany szatami niespożytej wolności.
Prężyłem swojà pierś w dumie , że nie potrzebuje,
Czuć i być wiedziony biciem drugiego serca.
Już miałem wypowiadać TAK przed mistrzem iluzji,
Kiedy ktoś krzyknáł zza ołtarza czule:
Wierzè w ciebie i nie puszczę.
Dziś, kiedy jedno serce wtopione w drugie.
Spoglàdam na dawny spokòj bez nostalgii.
Choć z wdziècznościà , bowiem to on
Wynosi jeszcze wyżej to ,dla czego go porzuciłem.
To coś , co nim pomyślisz już słowem siè wyłania.
To coś ,co muśniècie palcami wynosi wyżej,
Niż tysiáce dotykòw z nie tà osobà
To coś, co grzebie czéść nas samych
By zmartwychwstać w potrzebie czucia tegoż kogoś.
Choć Ty teraz śpisz czekajàc,
Ja piszę o nas świadectwo,
Czujàc Ciebie między każdym pisanym słowem.
Zbliżajàc się do ostatnich wersów,
Zamykam na chwilę oczy bo i Twoje zamknięte.
Nie mówię nic ,bo nie trzeba…
A Ty zostajesz na mych powiekach
Dopóki nie spotkamy się nad ranem…
Kołobrzeg 5 grudnia 2023
