I tak leniwie rozciągam swoją nostalgię na bezdrożach skończoności…
Zabieram ze sobą dźwięki klipów z obrazem niegdyś wzoszącym powyżej codzienności.
Od ktorego uciekam dnia każdego, by mimo wszystko tkwić w nim zaklęty.
Wynoszę na piedestały dni zaszłe choć pełne obaw i niespełnienia.
To w nich bowiem słodycz niepewności bez zmarszczek gotowej wierzyć w zegar nie bijący dla nas.
Dziś ,stoją w obliczu bicia serc pulsem jednego,
Pytam! czy to rozświetli na długo moją ziemską wędrówkę?
Co i tak jeden koniec ma-
Zdobiony ciemnością, kilka stóp poniżej, gdzie cała poezja z ta nawet prozą sa jakby wypryskiem natury.
No tak, ale czyż nie słodko żyć z myślą, ze dla kogośjest sie światem, który ginie gdy ty odejdziesz użyźniać glebę?
Spróbuje omamić rozsądek by iluzja zagrała bezczelnie na nosie przemijania.
Przystroje chwile tkaniną wieczności i uwierzę że to ma sens.
A ukratkiem usmiechnę się z przekąsem.
Uwikłany w splot powiązanej namiętności
I zatroskany przeszłością nie miłą dla mnie.
Szukam swojej wyjątkowości w ich dawnym jęku rozkoszy.
Wmawiając że tamten mniejszy niż nasz teraźniejszy.
Oczywiście bzdurą trąci to od początku
Lecz oszukuję się by wyrwać prawdę sprzed myśli.
I choć znam ją zbyt doskonale
To miotam się w tym pędzie do zapomnienia.
Bo tylko w nim nadzieja by kochać,
Jak po raz pierwszy bez ciężaru porównań.
Wiedząc, że to mrzonka uczę się czuć inaczej
By nie zabrnąć do najsmutniejszej czystości myśli – własnej samotności.
Gdzie co prawda nic nie rusza ale i nic nie wznosi….
Kołobrzeg 13.05.2013
