Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Z dawnych rozterek


I tak leniwie rozciągam  swoją nostalgię na bezdrożach skończoności…

Zabieram ze sobą dźwięki klipów z obrazem niegdyś wzoszącym powyżej codzienności.

Od ktorego uciekam dnia każdego, by mimo wszystko tkwić w nim zaklęty.

Wynoszę na piedestały dni zaszłe choć pełne obaw i niespełnienia. 

To w nich bowiem słodycz niepewności bez zmarszczek gotowej wierzyć w zegar nie bijący dla nas.

Dziś ,stoją w obliczu bicia serc pulsem jednego,

Pytam! czy to rozświetli  na długo moją ziemską wędrówkę?

Co i tak jeden koniec ma-

Zdobiony ciemnością, kilka stóp poniżej, gdzie cała poezja z ta nawet prozą sa jakby wypryskiem natury.

No tak, ale czyż nie słodko żyć z myślą, ze dla kogośjest sie światem, który ginie gdy ty odejdziesz użyźniać glebę?

Spróbuje  omamić rozsądek by iluzja zagrała bezczelnie na nosie przemijania. 

Przystroje chwile tkaniną wieczności i uwierzę że to ma sens. 

A ukratkiem usmiechnę się z przekąsem.

Uwikłany w splot powiązanej namiętności

I zatroskany przeszłością nie miłą dla mnie.

Szukam swojej wyjątkowości w ich dawnym jęku rozkoszy.

Wmawiając że tamten mniejszy niż nasz teraźniejszy.

Oczywiście bzdurą trąci to od początku

Lecz oszukuję się by wyrwać prawdę sprzed myśli.

I choć znam ją zbyt doskonale

To miotam się w tym pędzie do zapomnienia.

Bo tylko w nim nadzieja by kochać,

Jak po raz pierwszy bez ciężaru porównań.

Wiedząc, że to mrzonka uczę się czuć inaczej

By nie zabrnąć do najsmutniejszej czystości myśli – własnej samotności.

Gdzie co prawda nic nie rusza ale i nic nie wznosi….

Kołobrzeg 13.05.2013


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *