Siedzę na piętrzę utulony psychozami wszelakimi…
W powietrzu sterylność z domieszką domestosa grubiańskiego.
Odmierzam czas wołaniem białej niewiasty o miarowe łykanie proszkòw to w kółka to w elipsy obleczonych….
Spaceruje czasami wąską ścieżką ograniczoną by móc ponownie ograniczyć się, na nieograniczonej wolności bez iluzji zgubnych…
Gdy tak przemierzam te krótkie długości,
Przenikam ich spektra bólu zawiniętego w obłęd,
Czuje ich zaburzenia roztrwonione w otumanieniu poprzez owalne fugury…
Widzę płaczące indywidualności za dużo czujące,
Które poza piętrem , roztrzaskane w bezduszności ogółu…
Czuję infatylność Rysia i tęsknie za dzieciństwem utraconym.
Chce choć trochę, rysować ze starym Rysiem
Te same bezkształtne kształty świecówkami i pobiegać nieznośnie po piętrze…
Pomimo że Ryś zaburzony nieco i ślini czasem się,
To i tak w nim ta tejemnica, radości niezmąconej chorymi oczekiwaniami i walką z wiatrakami…
Piąte piętro 4. 12. 2023
