A gdyby zagubić się w pęchęrzykach tlenu , unoszącego życionośny kaprys gromkiego oddychania…
Pośród dwutlenku radości takiej zwykłej nie organicznej lecz nieograniczonej ….
I gdyby zawiesinę prozaiczną lekko duszącą
Rozpuścić w roztworze cieczy o woni uciechy
To bym , popluskać chciał się niestosownie i gruntownie…..
Aż do saturacji niebezpiecznej choć takiej…. Ah przyjemnej!!!
Co by sinusoida kardiografu nie tylko góra -dół z wigorem, ale by drżała swą linią lekką tremą…
Kiedy to dwa serca spotkać już mają się za chwilę,
A gdy jeszcze nie spotkały się…
