Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Biała Pani


Wiruje w swym spokoju bez jarzma marzeń na wyrost…

Jest całkiem błogo i tak pusto, by nie droczyć się..

Bez honoru, kiedy niby straszna niegdyś pani, z pogromcà siana w ten specjalny dzień zawita… 

Być już nagim, by za niczym juz nie wzdychać,

Jedynie do tego ciepła które bylo, zanim pierwszy krzyk wyniosłem na scenie niby jakiegoś cudu…

I ostatecznie zatrzymać czas 20 marca kilkadziesiąt lat temu…

Rozwalić się bezczelnie w butach ubłoconych egzystencja,

Na łożu kompletnego niebytu, pośród satynowych poduszek zapomnienia…

Po chwili zacząc miłosny akord nie czucia ,nawet postępu czasu…

I tak , kórwa chrapać na złość temu co zmusza do wstawania…

Jeszcze zeby było, tak jak się marzy…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *