Moje pożądanie zaplàtało się w gąszczu całości Twego muślinu,
Zebranego w każdym widocznym centymetrze delikatnej skóry…
Nie rozsupłuje tej plàtaniny kołyszàcej podbrzusze,
By mnie ściskała dajàc skrawki nieba, które bywało nad iskrzácymi sie sercami wyrwanych z powieści zaczytanych….
Chcę tak trwać w potrzasku upojenia bez widzenia,
By choć chwile zapomnieć o , nieuchronnej miłości do mego ciała tej czarnej, czasem żyznej…
Wykàpać sie tak szalenie w pianie dreszczów , i w oparach Twojej soczystości….
A potem mogę już spać i nie czekać na pobudkę…..
