Wszystko jak kalka rozumienia, pomiędzy mną a nim…
Tylko taka, która wydobywa także dźwięki tego, co uraczyć ziemią chciałbym w obłędzie łopaty, melanżującej z dołem.
Postawić świeczki z jakimś blaskiem ponad regularnym niebem,
Bym zobaczył w nim poćwiartowane, ožywioną całością projekcje beztroskiej nadziei…
Niestety, nędznicy w jakieś tam postaci, wdzierają się nachalnie do źrenic już i tak poszerzonych…
Stoję tak z barkami poniżej, jak smutny szkrab ze zmientolonym pluszakiem do niechcianego zdjecia….
Wstyd przemieszny ściegiem uwikłanym niteczką majaczeń „ a może coś jeszcze” ….
Już nawet pozować tak, kiedy samemu samojebki trzaska się ze złudną iuzją…
Stoję tak przed Tobą nagi i pogodzony,
Także , o lustrze Ty beznamietny,
Rozbij się już , nawet na to swoje – nieszczęście…
