Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

gdy słuchawki na uszach po północy


Wszystko jak kalka rozumienia, pomiędzy mną a nim…

Tylko taka, która wydobywa także dźwięki tego, co uraczyć ziemią chciałbym w obłędzie łopaty, melanżującej z dołem.

Postawić świeczki z jakimś blaskiem ponad regularnym niebem,

Bym zobaczył w nim poćwiartowane, ožywioną całością projekcje beztroskiej nadziei…

Niestety, nędznicy w jakieś tam postaci, wdzierają się nachalnie do źrenic już i tak poszerzonych…

Stoję tak z barkami poniżej, jak smutny szkrab ze zmientolonym pluszakiem do niechcianego zdjecia….

Wstyd przemieszny ściegiem uwikłanym niteczką majaczeń „ a może coś jeszcze” ….

Już nawet pozować tak, kiedy samemu samojebki trzaska się ze złudną iuzją…

Stoję tak przed Tobą nagi i pogodzony,

Także , o lustrze Ty beznamietny, 

Rozbij się już , nawet na to swoje – nieszczęście…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *