Na progu zdumienia zatrzasnàłem wszelkie złudzenia…
Klucze nadziei w środk a klamka zatrzaskowa – beznamiętna.
Stoję tak olewając, to niby swymi plecami,
Ale nie tylko te płyny, uchodzà z opakowania pokręconych emocji….
Namoknièty niczym karton, pokopany niby przypadkiem przez losu nonszalancje…
Gnije swym postrzeganiem ograniczonym ponurym asfaltem przyszłości uliczki ślepej…
Jedyna nadzieja w śmieciarce miłosiernej,
Która skróci tá i załaduje mnie do bębna obrotowego,
By na końcu choćby powirować tak szalenie…
