Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Dosyć…


Ma dumna samotność, tak długo zdobiona cichymi drwinami z tego co dokoła hołubione,

Roztrzaskana dziś okrutnie niemożnościà jakiejkolwiek bliskości niegdyś nadto potrzebnej…

Troche przewrotnie musze stawić czoło muzyce i jednoczesnie to ona przenosi mnie do azylu, gdzie wychudzony chłopczyk obrzmiały był masà marzeń o wielkości pewnego dnia…

Dziś otępiony i tym i tamtym leżę choć nie do końca,

Wpatrzony w iluzje straceńców, przegranych, czy po prostu szkieletów bez znaczenia, 

Oszukujàc neurony i receptory ruchami znanymi by chwile po niebie za darmo pobuszować…

Kiedy w końcu zapanuje w ciszy abolutnej,

Mi już wystarczy ….. odklepuje. 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *