Dom mego istnienia na wzgórzu osadzony,
A pod nim ledwie zamglone miniatury szczèść,
Tworzące metropolie te , do których każdy dotrzeć chce, lecz nie dane im,
bowiem trensport darów losu ominàł ich zaniedbane, lokalne dròżki…
Moj dom pokryty dachòwkà zdobionà mchem zaszłości czasem lekko przyjemnej…
Okna przysłoniete stanem po benzodiazepinach
Kiedy koncze w pokoju tynkować neurony zachłanne.
Moj dom nie chce odwiedzin ani mebli co wnoszà niby źycie w puste ściany…
Chce sam tak stać na tym wzgorzu i poczekać na falę ktora zaprowadzi do tego co bylo przed fundamentami…
