Niech wygnie Ciebie, żądza moja w pałąk,bym dostrzegł rosę na Twej rozkoszy nabrzmiałych zasłonek….
Niech piersi Twe utknà w widoku ktòry szaleństwem mnie zmaltretuje,
Nie ruszaj się przez chwilę bym odleciał w jęku niepohamowanej żądzy,
Tak jakby cały kosmos implodował do rysòw Twej postaci malowanej moimi wytęsknionymi neuronami…
Przytul mnie dreszczem i zroszonym drganiem w podbrzuszu,
Bym oślepł na chwilę i zniknęło piekło interwałòw prozy przydługiej.
A potem bądźmy kompletnie mokrzy…
I poleżmy tak po prostu.
