Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

może epitafium…


Rozbrzmiewam poza pięciolinią, szukajàc dźwiękòw nigdy niewydanych…

By zaistnieć w czyjeś przestrzeni pomiędzy strzemiáczkiem a trąbkà.

Ale zaistnieć nie tak,by przeciwnà przestrzenià 

Uleciało beznamiętnie i rozmyło się w ciszy…

Chciałbym, by te dźwięki jak Whitney , kiedy

Rozkruszyła tego niewzruszonego…

Tak właśnie bym chciał, bowiem obecne nuty trwania ugrzęzły na jednej lini,

Grajàc na kardiografie jestestwa nudnà serenadę : piiiiiiiii. 

Tak bym chciał, by chcieć jeszcze elektrodà pozwolić mnie powròcić… 

By ciało me jeszcze miękim chciało byċ, by igła z adrenaliną dokonała magii pulp fiction…

Poczekam jeszcze chwile, cyniczny krupierze ludzkiej doli,

A gdy ten czas minie, odejdę w szybkości i to nawet bez zakrętu,

Ale do końca, będzie rozbrzmiewał Phil…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *