Rozbrzmiewam poza pięciolinią, szukajàc dźwiękòw nigdy niewydanych…
By zaistnieć w czyjeś przestrzeni pomiędzy strzemiáczkiem a trąbkà.
Ale zaistnieć nie tak,by przeciwnà przestrzenià
Uleciało beznamiętnie i rozmyło się w ciszy…
Chciałbym, by te dźwięki jak Whitney , kiedy
Rozkruszyła tego niewzruszonego…
Tak właśnie bym chciał, bowiem obecne nuty trwania ugrzęzły na jednej lini,
Grajàc na kardiografie jestestwa nudnà serenadę : piiiiiiiii.
Tak bym chciał, by chcieć jeszcze elektrodà pozwolić mnie powròcić…
By ciało me jeszcze miękim chciało byċ, by igła z adrenaliną dokonała magii pulp fiction…
Poczekam jeszcze chwile, cyniczny krupierze ludzkiej doli,
A gdy ten czas minie, odejdę w szybkości i to nawet bez zakrętu,
Ale do końca, będzie rozbrzmiewał Phil…
