Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

post birthday


Zdruzgotany pięknie,widokami poćwiartowanych wyobrażeń o tym jak miało być…

Leżę beznamiętnie, przemycając nuty poplątane w dźwieki jakże kiedyś malujące tło do mojejgo szlagieru…

Jednak celnicy na granicy przyziemności, zakłocają pieczołowicie napływ resztek pakunków w których iluzja niezmącona rozprasza uwierającą ordynaryjność…

Rzadko uda się, ominąć ich nadgorliwość,

To gdy, jednak umknie im jakoś,

To rozpakowuje je gdzieś w zaciszu

 i zabijając powoli czerpie z wysokości chemiczne wytwory, broniące przed smutkiem..

Choć to chwila i ciężka za kurtyną…

Coż, nie ma nic innego 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *