Rozpowszechniam swój okiełznany smutek na bezkresach tego, co powoduje jego byt…
Nie jest tym, ten smutek jak kiedyś gdy szedł w parze z pretensją i wolą walki,
Który obracałem w nadzieję tak wielką jak wielką iluzją zdobycia to było…
Nie jest też smutek mój, jakąś rozchwianą namiętnością, która legła w puencie romantycznego dramatu…
Nie jest to smutek z premedytacji ,bym odbił się do góry jak na przewrotnej sinusoidzie.
Jest smutek wytrawny, z nutką sarkazmu nienachalnego,
A nade wszystko cyniczną oprawą dla słów,
Raz usłyszanej „ wszystko jest marnością”
Coż, łatwiej opuścić jest ten bezmiar z tą myślą…
No nic, idę dalej się smucić bo fałszywa radość mnie zaczepia…
