Wybladły atrament na Twych kawałkach papieru zostawianych ukradkiem…
Opowiada resztkami wspomnień o Twych jednych z jedynych,tych ktòrych jemu piszesz jakby tych jedynych do mnie nie było…
Nienawiść rozpieszczona rozczarowaniem, dryfuje w żart z samego siebie, iż uwierzyłem
W bełkot hormonów między okresami…
I rzeczywiście , daty karteczek pieczętujá tà
Zależność biologiczno – psychicznà, zwanà , tfu!
Miłościà. Aż mi się cofnęło z mdłości…
Ale nie rzygnę, bo nie chce mi się płukać gęby.
Bowiem nie chcę przypominać ustom, że kiedyś pomyłkowo wpuściłem usta tej wàtpliwej damy…
