Zasypię się szczęściem na ścieżkach najjaśniejszych,
Bo już dosyć mam pańszczyzny na pańskim ugorze trwania.
Chcialbym troszkę popsocić w beztroskiej bańce , w jakiej szczęściarze się rodzą czasami. Zatroskać się jedynie wielokrotnością wyborów,
Lecz nie tych co rodzą wybory Sofoklesa.
Dosyć mam kurwa, tej beznamiętnej papki nocy i dni zmemłanej,
Chce podlepić się choć na chwile pod skrzydło syna Dedala.
I jebnąć po chwili w tà kurewską glebę.
Ale przynajmniej przez chwile lecieć…
Sypię zatem i lecę…
