Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Amen


Przemierzam brak światła w bezsenności,

 wlokąc swojà samotność po komnatach zaszłości naiwnej….

Wtedy gdy dnia wypatrywałem w spokojnym śnie,

A w dni rozrywałem kokardy prezentòw codzienności,

Z pieczołowitością szkraba wyczekującego Mikołaja…

Gdzie malowałem projekcje najślmielszych , rozbłyszczonych reflektorów,

W ktòrych kąpałem się ubrany choćby w jeden wymarzony kostium…

Teraz układam się wygodnie w łóżku spokojnie, 

Potrzebujàc coraz mniej miejsca,

By lepiej wpasowaċ się do wyczekiwanego pudełka zazwyczaj drewnianego…

I jedynie słuchać moich nut,

Co wyrywajà na chwilkę w złudne wyżyny…

I do tego jeszcze troszkę tego ….

Czekam w końcu na to -Amen


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *