Przygniatany z wolna,ale konsekwentnie- do ziemi, pod ktòrà ostatecznie zamieszkam…
Wyrywam histerycznie retrospekcje, kiedy jeszcze spoglàdałem bezczelnie z wysoka,niczym dron bezczelny.
Pałętam się tak bezwiednie między snem,
A sztucznà apoteozà tego co już natura skàpi…
Przyspieszając wbijanie metalowych chudzielcòw w boki otyłej pani w drewno odzianej…
Czasem jeszcze żebrze resztkami zdyszanej nadziei.
O jakieś sceniczne ulokowanie mnie po środku,
By poczuć choċby namiastke tego od czego,
Wielu przedobrzyło w nozdrzach lub przełyku…
