Uwięziony w samogwałcie zasypanym powolną śmiercią,
Wlokę swój umęczony mózg bylejakością jaką mnie los obdarzył…
Przewijam kadry dzisiejszego życia, które w rolkach , śmieją się z braku mego blasku…
Kocham się z wieloma i raczè się największymi namiętnościami, obleczonych muzycznymi i nie tylko ścieżkami…
Dotykam je , lecz nie czuję.
Rozmawiam z nimi pod ich nieobecność,
Bo niestety zajęte lepszymi księciami,
Czasem przywołuje swych kilka szczęść wyrwanych niegdyś ślepym kurom,
Które jeszcze nakazują przeciągać tą agonię.
Tą ciała ,bo duszy dawno pochowana.
Już gotowy jestem na bezwględnà ciszę,
Zostały bowiem wyczerane znamiona- kreowania pomysłu na dalsze trwanie…
To znaczy nie o bicie serca chodzi tu,
Lecz to co je przyspiesza…
