Z dedykacjà dla Phila Collinsa.
Drogi Philu…
To przez Twoj deszcz dotarłem do granicy między chłopcem a początkiem niespełnionych marzeń…
Każde niemal Twe dźwięki rysowały tło mych płonnych projekcji, nawet gdy roztrzaskiwały się o „ against all…”
To z Twoją jedną nocą żegnałem mego Brata nie z krwi choć droższego niźli z niej…
To Ty pchałeś me pióro, do przemierzania lirycznego po tym co boli i wznosi…
Dziś , drogi Philu kiedy jawisz mi się na szklanym zwierciadle dni obecnych,
bezbronny i zmniejszany upływem nieubłaganych wścieklych : małej i dużej…
Łzy me ,rozwadniają mój beton obojętności na przemijanie…
Choć ja już nie chce grać na tej scenie już dawno,
To proszę bądź jeszce , póki wegetacja ma ,
Mnie terroryzuje…
I może uda sie odejść razem: „ there is a place for us”
