Z dedykacjà, dla tych wszystkich którzy sà ze mnà w tych chwilach, kiedy nie jest jakby się chciało. To Wy, jesteście moim największym atywem mojego rozliczenia z życiem.
Zamęczony sumiennościà podyktowanà brakiem wyboru,
Leżę na łożu – swoistym interwale odetchnienia,
przed ponownym aktem niechcianym.
I tak wyganiam swoje myśli do biura spełnień,
By wybrać ofertę z katalogu : “unieść się”
Przeglàdam pieczołowicie z entuzjazmem szkraba,
Rysujàc projekcję utęknionà dla wysuszonej duszy….
Znajdujè ostatnià minutè – last minute…
I za ostatni grosz swego skarbca nadziei,
Zamawiam jà, by wyruszyć na lazury drobnych szczęść.
Uwikłanych w powiem oceanu tego wszystkiego co było daleko,
A teraz mogę czuć to, bez czynnika niespełnienia….
Placè kartà desperacji samounicestwienia
Zastawiajàc wszystko co miało jakiś sens.
Komornik od bicia serca nie straszny mi,
Gdy na horyzoncie ta projekcja wyśniona.
Mozesz krwiopijco zastawić tętno podtrzymujàce,
Ale po krotkiej chwili by zamykać oczy z tym lazurem….
