Pióro Majkela

Carpe diem but memento mori…

Kowal swego….


Zapracowany w kuźni swego życiowego ciągu zdarzeń,

Odrzuciłem w końcu młot starań ,by opuścić w spokojnym i beznamiętnym sztachnięciu papierosem. 

Kiedy widzisz Swą miłość penetrowaną przez Tego którego zawsze się obawiałeś…

Tak, już tak obojętnie, iż ten dym, w tron dumy przyodziewa…

Odchodzę zatem od kowadła projekcji ,

Mlekiem i dojrzewaniem pokrytego….

By nie kuć z próżnà zaciętością – już starczy…

Teraz chcę poprzechadzać się w ogrodzie słodkiej obojętności,

Czasami wznoszàc sie na wyżyny powolnej śmierci,

Kiedy plàdruje moje zwoje i zwęża przestrzeń płynàcej krwi.

A w między czasie pospać sobie by lepiej i swoje było usnàć ostatecznie….


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *