Na piasku, mała drewnem przypdziana wysepka- scená się okazała..
Niby tyłem do siebie niby trochè daleko lecz coś nad nami chciało obròcić ku sobie całkiem niewinnie…
Pośròd letniego zgiełku, przeplatanego dźwiękami wirujàcych bioder,
Byliśmy pośrod tych, ktorych własnie wtedy chcieliśmy na opiścić….
Tylko po to by zgasić na moment by zapalić Nas,
W ulotnym i zgodnym splocie rąk jakby czekanym latami…
Trwało skromnie, liczone minutami jakby godziny jescze nie gotowe na owe spotkanie…
Kiedy prawie Kopciuszka godzina wybiła,
Rozjechali siē do siebie wraz ze wspomnieniami…
Dziękuje za szybsze bicia serce i błogi niepokój…
