Przecieki na płóciennym dachu mej rzeczywistości,
Wpadają kroplami szmaragdowych i eterycznych odczuć…
Nie bacząc, na ogrom szorstkiego cenzora szczęscia,
Tańczą na mej rozmiękczonej głowie rezolutnie,
Zmieniając swe kształty baniek ,w rytmie salsy odurzonej brakiem ram jakichkolwiek oczekiwań…
Przenikam się zatem z nimi w parach, z moim nęronami ,co lekko zaspane w swym komformizmie mierzenia sił na zamiary…
Zaczyna być lekko przyjemnie, aż mnie onieśmiela,
Ten totalnie anty chocholi a nawet rewiowy…
Przenosi mnie do scen utęsknionych gdzie choćby raz rozbrzmieje aplauz…
Ten który wyczekuje ten mały chlopiec na przeciw , na poczàtku nie płaskiego ,ale jednak ekranu….
Jakieś 30 lat….
