A świat przybrał kopułe Twych rąk w zdecydowanej troskliwości, bym mógł wilgotnięć pośród pękającej twarości…
Wyznaczaj tempo tego zakazenego przymierza,
Jakby jutro zabłądziło w kalendarzowej przewidywalności…
Ja zaś po chwil zatroszczę się o Twoją ulotnie poznaną miękość byś w podbrzuszu nie było pusto od trzepotu tych przysłowiowych…
Byśmy przenikali się wzajemnie jękami, które miaźdzà codzienność, choć i nie prowadzá do nikàd…
Jeszcze chwile, prosze…
